inicio sindicaci;ón

Wpisy z Polska

Mint.com - tak się robi startup w Ameryce

Założyciel Mint.com, Aaron Patzer dał bardzo ciekawe wystąpienie dla przedsiębiorców na imprezie Juice Pitcher.

Mint.com jest serwisem umożliwiającym zarządzanie prywatnymi finansami (konta bankowe, lokaty, kredyty, karty kredytowe, wydatki itp). Wciągu 4 lat firma osiągnęła przychody w wysokości 50 mln USD… i sprzedała się  za 170 mln USD firmie Intuit, właścicielowi konkurencyjnego Quickena.

Jakby nie patrzeć jest to success story i warto wysłuchać Aarona, tym bardziej, że nie szczędzi konkretnych informacji finansowych o kosztach tworzenia biznesu w poszczególnych fazach (garage, seed, founded).

Mint CEO Aaron Patzer on Startups from Techcrunch on Vimeo.

Po obejrzeniu prezentacji, nasuwa mi się kilka refleksji, dotyczących naszego podwórka. Pierwsza odruchowa - zazdrość ;) . W Dolinie Krzemowej przedsiębiorstwo, dysponujące kilkoma dziesiątkami tysięcy dolarów na start, umieszcza się w fazie garażowej :). Do tego otwarcie mówi się o “spalaniu” pieniędzy a nie inwestycjach. Polscy inwestorzy są znacznie bardziej zachowawczy i polscy startupowcy raczej nie będą mieli zasobów pozwalających na spalenie 1-2 mln PLN w fazie zalążkowej.

Już na poważnie - różnice w finansowaniu między Doliną Krzemową a Polską są bardzo duże. To w sumie jednak nie powinno dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę potencjał rynków. Mint.com wciągu 4 lat osiągnął przychody rzędu 50 mln USD rocznie i jest to startup wyróżniający się, ale nie wyjątkowy. Na naszym podwórku w ostatnim okresie porównywalny sukces osiągnęła w zasadzie tylko Nasza Klasa, która w tym roku najprawdopodobniej zgarnie z rynku reklamowego ok. 40 mln (a to już po wykupie i budowie działu sprzedaży przez inwestora). Więcej przykładów nie widać.

Na naszym podwórku powinniśmy raczej zapomnieć o “paleniu hajsu” (no chyba, że się komuś poszczęści z kasą z Unii) i 6-cyfrowych wynagrodzeniach dla założycieli serwisu. Prototyp serwisu można (tak mówią na mieście) w Polsce stworzyć za kilkanaście tysięcy złotych a jak ktoś się uprze i ma odpowiednich ludzi pod ręką, to odpali serwis znacznie mniejszym kosztem. Oczywiście takie chałupnictwo niesie ze sobą wiele niedogodności, ale też zagrożeń dla samego startupu. Biznes wymaga sfocusowania się na pewnej idei, co ciężko zrobić, gdy w międzyczasie pracuje się na utrzymanie lub traci energię na wyegzekwowania pracy od zaangażowanych w projekt kolegów (którzy robią to za darmo/pół darmo). Dlatego myślę, że warto spojrzeć na metodyczny styl Aarona Patzera z uznaniem i zapamiętać sobie kilka wskazówek, które prezentuje. Polecam.